Przejdź do głównej zawartości

Posty

Powrót przez POI PET.

Kończymy nasz pobyt w Kambodży, a tym samym objazd Indochin. Z Siem Reap jedziemy do Poi Pet, a potem do Bangkoku. Droga do Poi Pet to kolejny koszmar transportowy.  Znowu mikrobus, oczywiście z zepsutą klimatyzacją, bagaże gdzieś między siedzeniami, palące słońce wdzierające się przez szybę. Ziemista, falująca droga. Górka, dołek, górka, dołek, a my podskakujemy rytmicznie uderzając głowami w sufit.

SIEM REAP.

Siem Reap to chyba najbardziej znane miasto w Kambodży. Tu zatrzymuje się każdy turysta, bo to stąd wyruszają wszyscy do Angkor, starożytnego, świętego miasta, uważanego za ósmy cud świata. Miasto, w którym widać działalność NGO, organizacji pozarządowych, wspierających ten biedny kraj. W Siem Reap jest chyba więcej klinik i szkół założonych przez te organizacja niż w całej Kambodży, a może nawet w tej części Azji.

ANGKOR WAT.

Jak podają wszystkie przewodniki, zwiedzanie Angkor Wat powinniśmy rozpocząć od wschodu słońca. Wstajemy w środku nocy. Już o godzinie piątej jedziemy zaspani pustymi jeszcze ulicami. Wzdłuż drogi liczne ostrzeżenia przed minami wciąż zalegającymi okoliczne pola, lasy, zagajniki, drogi. Mamy całkowity zakaz zbaczania z wyznaczonych tras zwiedzania. 

PHNOM PENH.

Z Sajgonu, autobusem wyjeżdżamy do stolicy Kambodży, Phnom Penh. Na granicy wietnamsko-kambodżańskiej kolejka oczekujących, głównie miejscowych. Czeka nas jeszcze załatwienie wizy. Czuć tu jakieś napięcie w powietrzu i brak tego azjatyckiego luzu. Poza tym chaos wokół. Khmerscy tragarze łapią nasze bagaże na rozlatujące się dwukółki i gdzieś je wiozą. Staramy się nie stracić nad nimi kontroli, ale pieczątka w paszporcie równie ważna rzecz.

Ale SAJGON !

Wieczorem wyjeżdżamy z Hoi An, aby po całej nocy, późnym popołudniem powitać inny świat....Sajgon. Plan mieliśmy dość prosty.. poczuć atmosferę miasta, przyjrzeć się architekturze, dotrzeć do miejsc wartych naszego trudu oraz włączyć się obchody Chińskiego Nowego Roku, a właściwie jego zakończenia czyli Święta Latarni, bo już 14-tego lutego rozpoczęły się obchody Chińskiego Nowego Roku pod znakiem tygrysa. 

BOSKIE OKO.

Wracając z kanałów Cu Ci zajeżdżamy do Tay Ninh Holy See czyli Wielkiej Świątyni Kaodaistycznej. Niesamowicie barwne miejsce kultu, w którym czci się Buddę, Mahometa, Chrystusa, wietnamski szamanizm, Konfucjusza, Taoizm, a także Victora Hugo, Churchilla, Shakespeare'a, Juliusza Cezara czy Charliego Chaplina, Złośliwi mówią, że to "religijny Disneyland".

Kanały CU CHI.

Jedziemy 70 km na północny-zachód od Sajgonu do tuneli Cu Chi. w wietnamskiej prowincji o tej samej nazwie. Cu Chi są liczącą około 250 km siecią podziemnych korytarzy i częścią dużo większej całości, pokrywającej znaczną część terytorium kraju.